- Kaśka! Kaśka!-
Matko kto może mnie tu wołać, przecież nikt mnie tu nie zna.. Odwracam głowę a tam
-o jeeeny ! Co Ty tu robisz Mała?!-
-Jestem tutaj na szkoleniu, całe wakacje spędzam nad morzem, w końcu bycia ratownikiem nie nauczę się w górach-
To była moja koleżanka ze studiów, jedna z niewielu z którymi miałam jakikolwiek kontakt
-Mów co u Ciebie? Co tu robisz w ogóle?-
-Dostałam tutaj pracę, do tego będę grała w azs'ie. Marzenia sie czasem spełniają :D -
Pogadałyśmy trochę, obiecałysmy że jeszcze się spotkamy.
-Chuck! Chodź idziemy do domu, mamy wszystko co nam trzeba :) -
w tej chwili mój kochany piesek tak sie ucieszył, że pociągnął za smycz a wszystkie moje zakupy wylądowały na chodniku..
Cóż mi pozostało, zaczełam zbierać rozsypane rzeczy, ale nie sama, pomógł mi jakiś facet, wydaje mi się, że gdzieś go juz widziałam, ale nie mam pojęcia gdzie...
-Dziekuję, poradzę sobie.-
-Chętnie pomogę, z tego co widziałem, nie dość że będziemy razem pracować to mieszkamy niedaleko siebie.-
ahhh tak! Widziałam go w ośrodku jak wychodziłam.
-Nazywam się Patryk, to na mnie jesteś skazana jutro, oprowadzę Cię, wytłumaczę wszystko, mam nadzieję że Ci się u nas spodoba-
w tej chwili uśmiechnął się tak, że aż oślepił mnie blask jego równych zębów, wcześniej nie zwróciłam nawet uwagi jak wyglądał. Stał przede mną, Wysoki, dobrzy zbudowany, choć do sportowej sylwetki troche mu brakuje, blondyn z dłuższymi włosami, które co chwilę odgarniał sprzed oczu.. Miał coś w sobie co przykuło mój wzrok na dłużej...Odprowadził nas do domu, dziwne, Chuck od razu go polubił, choć reaguje na nieznajomych raczej warczeniem i zębami.. Pożegnaliśmy się i umówiliśmy na jutro rano.
Weszłam do domu, rozkładam zakupy po szafkach, Chuck zasnął na moim łóżku, dobrze że jest duże i się razem pomieścimy na nim, szybki prysznic, ale dzisiaj nie czytam nic przed snem, za wielki stres, nie skupie się.
Rano,
-Chuck! szybko złaź ze mnie, bo przez Ciebie sie spóźnię!-
Wiadomo, 1 dzień w pracy, no co, trzeba zrobić wielkie wejście, ale żeby od razu sie spóźnić... Szybko, prysznic, mokre włosy, to nic wyschną po drodze, lekki make-up, rzeczy do torby, nie ma czasu na śniadanie, jeszcze trzeba wypuścić Chucka na poranną toaletę, oo Patryk czeka, myślę czy mam wszystko.. Zamykam wybiegam
-Ej ej ! a klucze zostawiasz, żeby pies mógł sobie wychodzić ?
Tak jasne, jeszcze klucze w zamku, brawo ja...
Wsiadamy do tramwaju, jedziemy, gadka szmatka, pytam coś o pacjentów, ośrodek bla bla bla.
-A Ty Księżniczko pewnie nic nie zjadłaś ? Mamy trochę czasu, stołówka będzie juz otwarta więc wpadamy tam na śniadanko, musisz poznać wszystkich, to z nimi bedziesz spędzała najbliższy czas w swoim życiu -
Przez ten pośpiech nawet nie zauważyłam, że tak głośno burczy mi w brzuchu, nawet dobry pomysł z tą stołówką.
-To co, kanapeczki ? -
-Niee, wolę płatki.-
- Tak, tak, jak prawdziwa kobieta, przecież z nich będziesz mieć tyle siły, na masaże koszykarzy że ho ho !-
-Zobaczysz, że będę miała! Mam jej wiecej niz ty pewnie ! -
-Oj taka jestem madra, zobaczymy na koniec dnia-
Powoli zaczynam sie rozkręcać, przyzwyczajać do tego miejsca i otwierać na ludzi. w kuchni było wesoło, w sumie chyba w każdej kuchni zawsze jest wesoło. Coraz bardziej zaczyna mi się podobać to miejsce.
-Chodźmy, zaraz masz pierwszego pacjenta.-
O nie, już ? przecież nie jestem gotowa.. brr muszę się skupić.
-Dzień dobry-
- o witam, zapraszam, niestety pracuję tutaj od wczoraj i jeżeli mógłby mi Pan przedstawić jakoś krótko historię kontuzji..-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz